poniedziałek, 26 listopada 2012

Aujourd'hui ma grand mère est morte



Zaczyna się jak L’Etranger Alberta Camusa. Nieomal. Pytanie, które jest dla mnie niezwykle istotne brzmi: czy muszę powoływać się na fakt literacki, żeby urealnić coś, co nie może być już bardziej realne? Czego brakuje wydarzeniu, jakim jest śmierć, gdzie ulatuje jego substancjalność (jak z przebitej dętki, nieszczelnego wentyla), że trzeba je na powrót wypełnić i mieć jeszcze nadzieję, że przy okazji samo się zwulkanizuje? Szukam więc powinowactwa, cytatu, miejsc wspólnych. Może pomysłu na to, jak z tej sytuacji wyjść? Czy w szafie, za wiszącymi paltami i futrami z lisów są jakieś nieznane drzwi? Może pod kamieniem, w ziemi tkwi okrągła gałka, której pociągnięcie przenosi mnie tam, gdzie da się naprawić, przynajmniej niektóre, kłamstwa. Może spróbować jeszcze raz, pod łóżkiem?

sobota, 24 listopada 2012


Wymyśliła mnie Henrietta Swan Leavit (głucha od dzieciństwa)

czwartek, 22 listopada 2012

odyseja komiczna


Dzień, który okazał się tułaczką, w całym swoim listopadowym entourage’u. Jak najmniej patosu, tylko mokre liście, zaparowane autobusy. Ja z maszynopisem „nowego” Baumana na stoliku, z zamówioną zielona herbatą z jaśminem i sernikiem na zimno. I proszę. Zycie w każdej swojej chwili, w każdym geście, słowie może być elementem mimowolnej autobiografii, równie prawdziwe co literatura. Bardzo podejrzana myśl, której się jednak uczepiłem jak ostatniej brzytwy ratunku.

Po południu list od Grzegorza Kwiatkowskiego. W załączniku „Radość”, która ma wyjść w BL w lutym. Czytam z zachwytem, z olśnieniem. Te wiersze są jak papier ścierny, zdzierają skórę aż do mięśni, odsłaniają ścięgna i nerwy. Krótkie serie. Nie będzie tu żadnej litości nad rodzajem ludzkim. Żadnego również usprawiedliwienia. Wreszcie ktoś w tym kraju podjął dziedzictwo Edgara Lee Mastersa i zrobił to w oczywisty sposób doskonale. 



cytat na dziś

"Cierpiała na ciągłe bicie serca" - Maria Dąbrowska

środa, 21 listopada 2012

o genealogii wyobraźni

Wracając jeszcze do  Bruno Schulza, a to z okazji wczorajszej rocznicy… polecam wszystkim bardzo interesujący wywiad Piotra Pazińskiego z Janem Gondowiczem w najnowszym Midraszu. Między innymi o tym czy III część Doktora Faustusa jest skanibalizowanym opowiadaniem Brunona pt. Der Heimkehr, które był wysłał z myślą o publikacji niemieckiej, o echach Kafkowskich z Opisu walki w Nocy Wielkiego Sezonu (bo chyba nie odwrotnie), fascynująca historia pewnego hrabiego, podwójnie nielegalnego spadkobiercy Habsburgów, losy katarynkowej melodii Daisy, Daisy…itd.
Przypomina mi się w tym miejscu to, co kiedyś mówił Andrzej Żuławski o noosferze. Upraszczając: w pewnych momentach (dziejowych) pojawia się specyficzny klimat dla zaistnienia - w różnych obszarach myśli i przestrzeni - podobnej wrażliwości, która na dodatek wyrażana jest w podobny sposób. Co dzieli pisarstwo Schulza, Kafki i Tomasza Manna? Niemal wszystko. A jednak nie sposób nie pomyśleć o jakiejś podskórnej fali, fluidzie, która ich łączy. I to w nierozerwalny sposób.

Poza tym mgła. Od samego rana. Której Schulzowskie popołudnia białe od żaru, lśniące swój sen na podłodze nic nie mogą zrobić. Wyobrażam sobie, że tak mogła wyglądać pramateria, z której wylęgły się pierwsze organizmy. Ciężka zawiesina pełna jakiejś ukrytej i agresywnej dynamiki.