środa, 26 grudnia 2012

tędy przeszły święta





To dungeons deep...

Po północy powrót z Hobbita. 48 klatek nie polecam, można dostać udaru. Poza tym film, jak przystało na Petera Jacksona – z rozmachem. Z jeszcze większą dawką efektów specjalnych. Jest to już właściwie sztuczny twór, android z płynem poliuretanowym w żyłach. Trzynastu cyborgów, ewangeliczna ilość zaiste - dwunastu i Neo z Hobittonu, zupełnie niepozorny, antyprzykład buntownika; łatwo pomylić go z dzieckiem, jak mawiał Gimli w czasach dobrze opowiadanej historii. W gruncie rzeczy najgłębiej osadza się we mnie Pieśń Thorina, w której pobrzmiewają mity Silmarillionu, duch braterstwa, który następnie zostanie zaszlachtowany bez znieczulenia taką dawką surrealizmu, którego nie przewidział Breton z Dalim na spółkę.Zostają w pamięci również, a jakże, oczy Goluma; dzieje się w nich więcej niż w 48 klatkach na sekundę przez 3 pełne godziny filmu. 

piątek, 21 grudnia 2012

koniec, który się nie zdarza


W nocy jednak myślałem, na przekór racjonalnej refleksji, która zakłada że żadna katastrofa globalna nie przychodzi nagle, bez zapowiedzi  (kościelnej zwłaszcza), zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy zdajemy się przestrzeń fizykalną rozumieć lepiej niż kiedykolwiek, że jednak coś się powinno wydarzyć. Dla zwykłej przyzwoitości chociażby. Elementarnej. Tyle razy już nic się nie stało. Czekaliśmy, wypatrując znaków na niebie i ziemi. I w księgach, co są jak jedno i drugie. I nic. Żadnej satysfakcji. I can’t get no satisfacion. Żadnego nowego początku, mitu założycielskiego. Trzeba jednak znów wstać do roboty. Odśnieżyć samochód. Użerać się w kolejce do kasy. Użerać się z lewakami. I deprawakami. Znowu umknął nam sens. Znowu utraciliśmy „trochę” pewności, paradoksalnie, bo przecież nigdy nie byliśmy tak pewni swoich racji. Cynizm nasz powszedni nie bierze się stąd, że oto oświeceni i racjonalni mścimy się teraz za wieki ciemnoty i przesadnego lęku, jakby to napisał sam Tomasz Mann, ale z tego, że być może po raz kolejny umarła jakaś nadzieja, że ktoś jednak kieruje tym wielkim bajzlem. Każdy koniec, który się nie zdarza, jest wydarzeniem bez precedensu dla zrozumienia naszej samotności. 

niedziela, 16 grudnia 2012

moja cisza jest pełna wrzasku

Krótki wywiad w nowym numerze Arterii:
http://robertrutkowski.blogspot.com/2012/12/moja-cisza-jest-pena-wrzasku.html

środa, 12 grudnia 2012

Wszyscy byli i będą odwroceni. Notatki na marginesie


Jeszcze raz o Baumanie. "O pożytkach walki z wiatrakami", jednym z pierszym tekstów dziennika. O Francji okresu przełomu wieków i niepewności, która się zwizualizowała w postaci afery pluskwy milenijnej. Skończyło się na strachu, jednak czasy beztroski minęły. Na tym tle wystąpienia ministra Sarkozy’ego brzmiały atrakcyjnie. 
Pisał już o tym Fromm w Ucieczce od wolności.
Należało zlokalizować źródło niepewności, niepokoju, który trapi klasę średnią, najlepiej wśród banlieus – podłych dzielnic, zamieszkanych przez „innych”, zsumować wysiłki zmierzające do usunięcia ich poza granice, na bezpieczną odległość. Chodziło nie tylko o to, aby usunąć źródło niepokoju, ale także by odwrócić w ten sposób uwagę społeczną od faktu, że źródło tkwi gdzie indziej i nikt nie zamierza się tym zająć. Gniew skupił się na Romach i Sintich – jak zwykle w takich sytuacjach – grupach etnicznych, które z zasady nie asymilują się. Pytanie oczywiście, czy  nie asymilują się, ponieważ pragną zachować swoją odrębność, czy też dlatego, że w gruncie rzeczy takiej możliwości nigdy nie dostają.
Dlaczego? Ponieważ przestaliby być tematem zastępczym.
Bauman pisze, że skuteczność polityki Sarkozyego nie bierze się z liczby neofitów ale liczby odwróconych.

W Harmoniach Werckmeistera Bela Tarra (scenariusz na podstawie Melancholii sprzeciwu Laszlo Krasznahorkaia) główny bohater János Valuska jako jedyny spośród mieszkańców miasteczka wchodzi do przyczepy, w której wędrowna trupa cyrkowa wystawia ciało wieloryba. On jeden ma odwagę stanąć oko w oko z tajemnicą. Przy tym widać od razu, że to co inne, to co obce, nie jest żadnym skandalem, jest czymś oczywistym i naturalnym. Spotkanie z Innym nie odmienia listonosza Janosa.
Siła, z jaką uderza historia, bierze się jednak z energii, jaką wytwarzają odwróceni, nie ci którzy widzą i rozumieją. Wydaje się, że nie znamy i w gruncie rzeczy nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie innego modelu rozwoju.


wtorek, 11 grudnia 2012

cytat na dziś

"Jeśli bowiem mamy umrzeć, mamy prawo a nawet obowiązek odważnie myśleć". Imre Kertesz

niedziela, 9 grudnia 2012

wyprowadzam się




Koncert Marii Peszek w Magaclubie. Z godzinnym opóźnieniem, w ścisku, w którym zrozumiałem w pełni pojęcie stadności. Peszek zaśpiewała koncertowo. Ba! Wyśpiewała siebie, należałoby rzec, do ostatka, do prawie bezgłosu. Bo utwory z najnowszej płyty są jak manifesty pojedynczości, niepodporządkowania, niczym małe wielkie rewolucje, które wysadzają system. Miałem w głowie Delacroix z jego La Liberté guidant le peuple, sztych z Robespierrem „gilotującym całą Francję”, Wróblewskiego „Rozstrzelanie”, bo też patetyczne wizje zawsze zaśmiecały mnie, a tutaj – odbywał się prywatny, intymny rozbrat z katolicyzmem, z Polską, rolami społecznymi, chociaż wykrzyczany po ciszy nocnej, tutaj następowało odcinanie pępowiny, czy może raczej wyjmowanie złącza światłowodu, który tkwi w potylicy – miejscu, w które zawsze wchodzi polityka i pozostawia mały otwór. 


wtorek, 4 grudnia 2012

Don Kichot ponowoczesny

Fot.Jacek Domiński/Reporter

Po śmierci żony Zygmunt Bauman zaczął prowadzić notatnik, którego programowo nie nazywał dziennikiem, a który w formie książkowej wydał pod tytułem „To nie jest dziennik”. Książka ta jest przede wszystkim pełną troski refleksją nad kondycją człowieka na progu XXI wieku, czyli czasu utraty wolności - pisze w najnowszym "TP" Radosław Kobierski:

- Przypadek Baumana w dziedzinie humanistyki i socjologii jest przypadkiem ks. Twardowskiego w poezji. Trafia zawsze w czuły punkt, trafia celnie. Po trzecie – trafia do wszystkich. Dlaczego, zapytają Państwo, tak się dzieje? Czy dlatego, że nie stał się reliktem, który przemawia z wnętrza metafory, czytelnej tylko dla nielicznych, i na bieżąco komentuje zjawiska płynnej nowoczesności? Czy może dlatego, że pisze o naszej niepewności? Nie tylko tej ekonomicznej, ale i egzystencjalnej. Mając za wzór Emila Durkheima, francuskiego naukowca i filozofa, który uważał, że socjolog zbliżając się do faktów społecznych, winien wyzbyć się wszelkich uprzedzeń. Nie wyciągać pochopnych wniosków – pisze Bauman w wydanej właśnie książce pod znamiennym tytułem „To nie jest dziennik” – oprzeć się pokusie tyleż łatwych, co mylnych ekstrapolacji.

Nigdy nie należał – jak sam podkreśla – do żadnej szkoły, kanonu, środowiska intelektualnego, nigdy nie musiał być lojalny wobec żadnej metodologii, co z pewnością zagwarantowało mu bezstronność.

Wzorem dawnych moralitetów, ale także wzorem pewnej popularnej sentencji Ludwika Wittgensteina, Bauman nie tyle stara się dać odpowiednie, co odpowiedzialne rzeczy słowo, żeby nie musiał milczeć o tym, o czym nie sposób mówić.

Całość na stronach Tygodnika Powszechnego