środa, 26 grudnia 2012

To dungeons deep...

Po północy powrót z Hobbita. 48 klatek nie polecam, można dostać udaru. Poza tym film, jak przystało na Petera Jacksona – z rozmachem. Z jeszcze większą dawką efektów specjalnych. Jest to już właściwie sztuczny twór, android z płynem poliuretanowym w żyłach. Trzynastu cyborgów, ewangeliczna ilość zaiste - dwunastu i Neo z Hobittonu, zupełnie niepozorny, antyprzykład buntownika; łatwo pomylić go z dzieckiem, jak mawiał Gimli w czasach dobrze opowiadanej historii. W gruncie rzeczy najgłębiej osadza się we mnie Pieśń Thorina, w której pobrzmiewają mity Silmarillionu, duch braterstwa, który następnie zostanie zaszlachtowany bez znieczulenia taką dawką surrealizmu, którego nie przewidział Breton z Dalim na spółkę.Zostają w pamięci również, a jakże, oczy Goluma; dzieje się w nich więcej niż w 48 klatkach na sekundę przez 3 pełne godziny filmu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz