poniedziałek, 29 kwietnia 2013

środa, 24 kwietnia 2013

beskidzkie demony


Demony, bo o aniołach już pisano. Zwłaszcza pisał Harasymowicz. Żeby jakąś część tego Beskidu ocalić, chociażby przed najazdem słowackiej tandety i sieci Babyboom. I  hoteli na nowej Ulicy Krokodyli - w Dolinie Popradu.  
Wyliczam nazwy miejsc. Piwniczna, Zubrzyk, Wierchomla, ostatnia łemkowska wieś, wysunięta na zachód. Dalej już nikogo w 47 nie teleportowali na Pomorze, na ziemie odzyskane. Byle tylko tutaj z tymi owcami nie stanowili zagrożenia dla państwowości polskiej. Są jak imiona amuletów, jak fragmenty jakiegoś zaklęcia. Które dawno przestało działać. Pod maską samochodu ukrop, na stokach, zwłaszcza północnych jeszcze leży śnieg; z daleka, z drogi wygląda to jak niedokończony landszaft. Spomiędzy płasko nałożonej zgniłej zieleni prześwieca zagruntowane płótno. Białe plamy. Taka niezbyt wymyślna metafora, jeśli chodzi o te ziemie. Poprad wściekle podmywa skaliste brzegi, wypłukuje piasek i glinę, ma kolor brunatnej ochry. Gdzieś w okolicy Rytro widziałem teren rekreacyjny - brdy, domki campingowe, przyczepy, chodniki z kostki – wszystko w pośpiechu oddane rzece, nieustępliwej, występnej, występującej z brzegu. Coroczny kontyngent przestrzeni, myto. Było w tym coś pierwotnego. Pierwotny strach i – czy ja wiem – respekt wobec sił nieskrojonych na naszą miarę? Andrzejówka, Żegiestów Wieś, Milik, Leluchów. Dawne PRL-owskie kurorty, stacje Nikiforowe, cerkwie przerobione na kościoły, nazwiska łemkowskie, nazwiska wołoskie, też przerobione, coraz bardziej z polska brzmiące, cyrylica przeflancowana na ludzki alfabet. W Andrzejówce są dwa cmentarze – jeden oficjalny, z pomnikami, z krzyżami jak się należy, jak się patrzy, i ten drugi, niełatwy do wypatrzenia, kiedy promienie słoneczne padają pod dużym kątem. Wtedy widać równe nierówności terenu. Niczym folia bąbelkowa, z której uszło trochę powietrza. To czego nie ma, działa silniej, niż to co jest. To co jest, nie może działać, bo nie ma roboty. Nie tyle, w każdym razie, co kiedyś. Tylko dla wybranych. Ale trzeba dojeżdżać, do Krynicy albo Nowego Sącza. Reszta próbuje jakoś klecić. Skręcać drut przed wypasem, żeby owce nie polazły w szkodę. Tego drutu, mocno pordzewiałego, pełno jest na halach. Gumiaków, drutu i butelek po wódce.





poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Stone fog

Mego projektu okładka pierwszej płyty 'Wacław Zimpel Quartet". W składzie: Waclaw Zimpel - bassclarinet, alto & Bb clarinet, tarogato, overtone flute, composition, Krzysztof Dys - piano, Klaus Kugel - drums, percussion,Christian Ramond - double bass.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

wielka sobota

Pojechałem na wystawę Nikifora w Pałacu Schöna a trafiłem na "Marzec 1968", a dokładniej - na tę fotografię wykonaną najprawdopodobniej zimą 1973 roku jeszcze przed ekshumacją. Może rok wcześniej. Ten żydowski cmentarz zawsze tylko sobie wyobrażałem, nigdy go nie widziałem na oczy – co najwyżej ruiny ruin, ruiny w stanie totalnej anihilacji, zaanektowane przez ziemię i korzenie drzew. Ten obraz nie mógł stać się częścią mojej pamięci, w 1973 roku miałem zaledwie dwa lata, a jednak w przedziwny sposób ów fakt, jakby powiedział Wittgenstein, narzucał się z całą oczywistością – był bardziej rzeczywisty niż to, co wtedy skłonny byłem uznać za realne. Dlaczego raczej coś nie istnieje, istnieje raczej nic niż coś, skłonny byłem pytać, parafrazując słynną refleksję Leibniza, bez jej metafizycznej konsekwencji, która prowadzi do skandalu. Dorastałem w pobliżu tego „nic”, który nie może być nawet „znakiem nieobecności”.
W tle blok przy ulicy Krzywej 26 - do dzisiaj jestem tu zameldowany)


Na drugim zdjęciu Przedszkole żydowskie przy Katowickiej 21. Po lewej Rozia Kaplovitz