piątek, 23 sierpnia 2013

jakub i starcy

Paralela tylko częściowa, rzekłbym i stara się unikać aksjologii, nie da się jednak zaprzeczyć, że opowieść biblijna jakoś tu pasuje, a i nagabywanie starców (historii) uciążliwe. Opór jest znaczny, widać to szczególnie w „Kondukcie” opowiadaniu inicjującym „Ptasie ulice”, ale i „Mieszkaniu”, a już cały „Pensjonat” wyrasta wręcz z tej ambiwalencji. Niby coś z tą przeszłością, umierającą na naszych oczach trzeba zrobić, odkopać wszystkie przejścia do bocznych odnóg czasu (nieustannie zasypywanych), ale też niechęć – jakże zrozumiała – do podejmowania takiej odpowiedzialności. Myślę, że tu właśnie, między koniecznością relacji – nie z perspektywy postpamięciowej – ale przez bezpośredniego kontakt z (jeszcze) żyjącymi, a naturalnym odruchem obronnym bohatera, przebiega główna (problemowa) oś powieści Pazińskiego. I Boże, tak – sam chciałem tak napisać Ziemię Nod. Taki był pierwotny zamysł. Równoległe światy – niemal tej samej egzystencjalnej rangi, choć rzeczywistość owego wskrzeszonego momentu, owego interwału czasu, którego wielkości nie sposób określić – jest jakby z drugiej ręki, doszczętnie przeżyta. Tak chciałem, ale wydawało mi się to zadanie zbyt karkołomne. Pazińskiemu się udało. Czytałem z przyjemnością „Kondukt” – niemal surrealistyczny tekst rodem z Bunuela pomieszany z Mannem (czy dialog Eliezera i Sztajna nie przypomina wam choć trochę dysput Naphty i Settembrinego?), opowieść o Feldwurmie, która z jednej strony jest najlepszą, jaką dotąd czytałem, definicją judaizmu – jeden rdzeń, nieskończenie wiele interpretacji, z drugiej – pięknym hołdem złożonym mitowi Mesjasza Bruno Schulza. Czytajcie Pazińskiego i dajcie się wciągnąć w labirynt podziemnej i naziemnej Warszawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz