środa, 5 marca 2014

cień i jego wędrowiec






Jura, pierwszy dzień marca, początek sezonu. Plany są takie, żeby jechać do Podlesic, zabrać Alinę Markiewicz i zrobić kilka dróg wspinaczkowych w okolicach Olsztyna. W końcu lądujemy w Prądniku Korzkiewskim. Rzeka jest przejrzysta, o tym krystalicznie szmaragdowym odcieniu. W lesie przebiśniegi. Zawilce też wyłażą. Kładkę zmyło, zabrała ją woda w ubiegłym roku. Wzdłuż ulic leżą jeszcze worki z piaskiem.
Ośrodek-kaplica Zmartwychwstańców pod Łaskawcem zamknięty na głucho. Przedzieramy się przez dziurę w ogrodzeniu. Południe leży na kamienistej drodze. Powietrze czyste, jakby wyjechało z myjni. Na drodze leży dzwon, za dzwonem jedyny ocalały most. Za mostem skały Sukiennice, na skale tablica ku pamięci wyklętych ze zgrupowania „Żelbet”. I Chata Pustelnika wmontowana w otwór Jaskini Zamieszkałej. Duże nagromadzenie symboli religijnych na metr kwadratowy. Matka z gipsu, anioł z drewna. Ikony masówki. Różańce krótkie i długie. Demo i full version. Książki „Pan Jezus” Brata Bogumiła i „Listy z pokutnej trasy”. Krucyfiks oraz Loteria Duchowa. (Drewniane pudełko z żetonami, na każdym numer odpowiadający jednej z 30 intencji wydrukowanych na laminowanej kartce a4). Wybieram żeton z numerem 20, szukam numeru na liście – „O uniknięcie grzechów nieczystych”. Ojtam, myślę, zaraz nieczyste. A ten syff za zapleczu, w jaskini to co robi? Te plątaniny kabli, stare framugi okienne, potłuczone szkło i zużyte wkłady po zniczach? Może by tak raz w ramach pokuty posprzątać środowisko naturalne?
Wracamy do drogi na Kraków i odbijamy do Tomaszowic. Jaskinia Borsucza jak zwykle zalana wodą ze źródła. W zasadzie grobowiec. Najstarszy intencjonalny grób dziecięcy w Polsce. Jakieś 27,5 tysiąca lat wstecz. Górny paleolit. Szli z południa, bo mieli na sobie ozdoby z siekaczy jeleni. Tutaj naonczas niespotykanych. Zęby ze śladami czerwonej ochry. Jubilerska robota. Dziecko pewnie nie przeżyło długiej podróży. Tutaj je pochowali razem ze wszystkimi ozdobami, bo już wtedy wierzyli, że śmierć jest tylko etapem. Może nawet jednym z wielu. Otwór jaskini ma kształt mocno eliptyczny, prawie waginalny. Trudno o lepszy symbol.
Montujemy się przy Wielkiej Skale. Wylot Wąwozu Podskalany. Na początek trasa 5+ z dołem, potem 6. Błąd. Ekspozycja zachodnia, kamień jest zimny. W połowie odcinka zamarzają palce. Chłód postępuje dalej, ścina żyły w nadgarstkach, w końcu zamarza serce. Zmieniamy ścianę, zmieniamy miejsce. Kleszczów, Morawica, Mników Cave czyli Jaskinia na Łopiankach. Kochanów z Jaskinią Leśnych Skrzatów, piękny myty meander, który jacyś speleojurodiwi odmulają od kilku lat. No a w środku czysty kurwa horror. Ciemno jak w Pjongjangu. Scenografia jak z Obcego. Rozbudzone podkowce, meandrujące wije na spongu, komary i ćmy, tłuste meta menardi i ich pajęcze kokony. I wszędzie kości. Lis, kuna, gryzonie. Wychodzimy o zmierzchu. Iphone łapie sieć a wraz z nią alarmujące wieści ze wschodu. I właśnie tego momentu w tym kontekście nie da się przecenić.