środa, 19 listopada 2014

Bezsilność w Breslau

Wyobraźmy sobie*, że powiedziano by nam, że jakaś substancja pali się szarym płomieniem. Nie znamy barwy płomieni wszystkich materiałów: dlaczego więc nie miałoby to być możliwe? A jednak nic by to nie znaczyło. Gdybym usłyszał coś takiego, uznałbym tylko, że płomień jest słaby. - Tyle, jeśli chodzi o Wittgensteina z jego „Uwag o barwach”.
Pomyślałem, że skoro Bartholomaus Traubeck skonstruował gramofon, który za pomocą wiązki laserowej odczytuje słoje drzewa i przekształca je w system dźwiękowy, należałoby wynaleźć coś analogicznego do odkodowania barw w wierszach, podłączyć do tego urządzenia „Występy gościnne” Agnieszki Wolny-Hamkało i obserwować, jak szybko i konsekwentnie barwy złamane (w okolicach błękitu) wpadają w szarość achromatyczną. Czarne dziury (w tym dziurawe kieszenie) jak wiadomo, wytwarzają tak silną grawitację, że pochłaniają nawet światło; w centrum układu poetyckiego autorki „Lontów” – w tym konkretnym układzie też znajduje się gwiazda, jest nim szare słońce, wypalony olbrzym, forma pośrednia między pulsującą kulą Van Gogha a ciemnym negatywem Kristevej. (Nie jest, jak sądzę, przypadkiem, że Wolny-Hamkało swoją debiutancką powieść nazwała – ciągle pozostając pod wpływem metaforyki solarnej – „Zaćmienie”).
Aż się prosi, żeby poprzedni tom „borderline” czytać razem z „Występami gościnnymi” właśnie po to, żeby zaobserwować owo wytracanie się dynamiki, wypalanie się materii, wyciszanie i hamowanie – kiedy bowiem kończą się zapasy światła, ustaje też ruch. Niech nas nie wprowadzi w błąd tytuł tomiku – „występ” rzecz jasna sugeruje jakiś rodzaj aktywności (zwłaszcza występ gościnny), ale jest to raczej aktywność zmęczonego iluzjonisty niż tournee na jakimś naturalnym megaspeedzie. Raczej słaby płomień niż pióropusz ognia nad polem naftowym. Przestrzeń kurczy się do pewnej kameralnej historii i miasta, które swoich rozbitków układa w ciepłych wnękach. I nawet jeśli Agnieszka Wolny Hamkało pisze: „Miasto inwestuje w kolory,/ będziemy bawić się w mieście pośród/ ładnych nazw” [mandala], „”Bo jesteś dzisiaj płodna/ i owulujesz, owulujesz – życiodajna,/ promienna.”[od miękkich ubrań chce się spać], to ja dalej widzę krajobraz po jakiejś (wewnętrznej, może - symbolicznej) bitwie, odkopaną willę Misteriów z jej tajemniczym obrzędem i wypaloną czerwienią. Wydaje mi się, że to są gesty rytualne i zaklinające upływający czas, przywołujące dawną energię. Również a może przede wszystkim energię samego języka, który wręcz rozsadzał „borderline”, był jak odbezpieczony granat wrzucony w środek tekstu. „Występy” nie są mniej wyraziste ani mniej nieoczekiwane; wydaje się jednak, że Wolny-Hamkało musiała dokonać jakiegoś wyboru, coś poświęcić (albo dokonało się to poza decyzją), żeby opowiedzieć całką inną historię. O kruchości. Niemocy. O zmęczeniu. O kołnierzu ortopedycznym. O potrzebie wyhamowania.
Ten wgląd w siebie umożliwił jej zarazem rozszerzenie perspektywy (przy jednoczesnym zawężeniu źrenic) o galerię miejskich postaci-rozbitków (albo też figur, na które przeprojektowała to nowe, obce doświadczenie). Pojawia się blady mężczyzna, dziewczyna którą pogryzły psy, człowiek-torba (niczym figura człowieka-plecaka ze spektaklu Kantora), stare kobiety i starzy mężczyźni (którzy stoją nieruchomo), łabędzie przegrywające z lodem i kucharki palące w podwórkach.
Co zaś robi bohaterka „Występów..”? Nie otwiera pokoju, walczy z oddechem, jest chora, gubi buty (i prosi żeby ją nieść na barana), czeka w kolejce u dentysty, jest sypka jak totem z piasku, próbuje się ubrać, musi czekać na facetów, którzy wyniosą szczątki kanapy, itd. Tak właśnie wygląda ów szary płomień Wittgensteina. Nie znamy barwy płomieni wszystkich materiałów, dopóki materiały się nimi nie zajmą.
Jest znamienne, że to właśnie spojrzenie, „które nie wie, co by chciało znaczyć” kojarzy z „ruchem oporu”[resistance], znakiem niezgody. Jakby ten rodzaj kontrolowanej bierności, wygaszenia, przejścia w okresowy czas hibernacji (ale chodzi tu również o zawieszenie stosunku władzy zawartego w każdej relacji) był konieczny do tego, żeby wejść na wyższy poziom. Etyczny. Ale i również – o czym świadczą nowe wiersze Wolny Hamkało – literacki. 

*
Pełna wersja szkicu o nowych wierszach Agnieszki. Ze względów technicznych nie została opublikowana w najnowszej Chimerze.

niedziela, 9 listopada 2014

silesia safari. wybrane kadry.

Silesia Safari to całkiem nowy projekt 'uliczny'. Nie chodzi w nim o żadną ideę ani o precyzję. Zdjęcia mają być surowe, nieprzegadane, i co najważniejsze - przypadkowe. Ważny jest konkret, ale również - nie ukrywam - pewien element magiczny. Oraz pismo. We wszelkich jego przejawach. Coś - bez czego Śląsk trudno sobie wyobrazić. Pismo (znak), które tutaj jest niemal zawsze palimpsestem. Oczywiście całkiem roli kreatora nie mogę z tego planu wykreślić - wybierając dzielnice odległe od centrum (Śląska jako metropolii - Karb, Szopienice, Janów, Bobrek itd -, a jest to odległość nie tylko fizyczna, ale coraz bardziej psychologiczna i mentalna) - dokonuję już interpretacji. Jednym z założeń tego projektu jest systematyczne ograniczanie tej roli - to znaczy również świadomości "Czym jest Śląsk", ponieważ ta wiedza ciągle wyprowadza mnie na manowce.


środa, 5 listopada 2014

cytat

Cytat z biografii Beksińskiego. Pierwszy z brzegu: „Ojciec uderzył mnie tylko raz w życiu, a mama lała mnie przy każdej okazji, a (…) lała na oślep, gdzie popadnie”.
Chwile, których nie da się przecenić – kiedy dowiadujesz się, że nawet w tym, jak cię traktowano, nie jesteś wyjątkowy.


„Kiedy ojciec umarł, pozwoliłem sobie gruntownie zniewieścieć po swojemu”. 
Gdy ojciec umarł, pozwoliłem sobie wreszcie zostać mężczyzną.